Autor: Anna Grelewska
Zagrożone gatunki w procentach:
Ssaki - 21 proc.
Płazy - 30 proc.
Ptaki - 12 proc.
Gady - 28 proc.
Ryby słodkowodne - 37 proc.
Rośliny - 70 proc.
Bezkręgowce - 35 proc.
„Cywilizacja to wyścig między edukacją a katastrofą” Herbert George Wells
Czy powstrzymamy zanik różnorodności biologicznej?
Historia ochrony przyrody jest tak długa, jak historia ludzkości. Najstarsze źródła pisane na ten temat pochodzą z Chin i dotyczą zakazu wyrębu lasów już w X wieku przed naszą erą. Pewną formą ochrony przyrody były również święte gaje Celtów, Germanów czy Słowian. Tertulian, pierwszy pisarz chrześcijański piszący po łacinie, żyjący na przełomie II i III wieku po Chrystusie pisał: „Staliśmy się dla świata ciężarem… przyroda już dłużej nie jest w stanie nas wyżywić. Zaiste, zarazę i głód, i wojny, i trzęsienia ziemi należy postrzegać jako lek dla narodów, sposób na ograniczenie nadmiernego rozrostu rasy ludzkiej”.
Z dzisiejszego punktu widzenia te obawy były 1800 lat temu nieco przesadzone. Świat się jednak zmienił. Dzisiaj nie ma już na naszej planecie wolnych przestrzeni z bogactwami, po które człowiek jeszcze by nie sięgnął. Dlatego elity intelektualne świata coraz bardziej zaniepokojone negatywnym wpływem rozwoju cywilizacyjnego na świat przyrody, co i rusz podejmują jakieś działania, by zapobiec nadmiernej jego dewastacji. Jednym z bardziej spektakularnych był raport „Granice Wzrostu” przygotowany w 1972 r. przez Klub Rzymski, międzynarodową organizację zrzeszającą intelektualistów pochodzących z różnych krajów, założoną w 1968 r.
Uczeni zrzeszeni w Klubie zajęli się analizowaniem problemów środowiska naturalnego we współczesnym świecie. Raport zwracał uwagę na groźbę katastrofy ekologicznej, przewidując, że ok. roku 1995 wyczerpią się wszystkie surowce naturalne.
Tezy w nim przedstawione od początku spotykały się z polemikami licznych adwersarzy, którzy nie zgadzali się z taką – ich zdaniem - katastroficzną wizją przyszłości świata. Zresztą sami autorzy raportu już na początku zastrzegli, że „skonstruowany przez nich model, jak każdy model, jest niedoskonały, niedokończony i nadmiernie uproszczony”.
Po 40 latach możemy stwierdzić, że nie wszystkie prognozy zawarte w raporcie się spełniły, jednak nie może to niweczyć naszych obaw odnośnie do zagrożeń związanych z nadmierną eksploatacją, lub wręcz dewastacją, środowiska naturalnego. Dzisiaj na co dzień obserwujemy zmiany, które wtedy nie budziły jeszcze tylu obaw: niedobór energii wynikający nie tylko z kurczących się zasobów naturalnych, ale również spowodowany tym, że ich nadmierna eksploatacja, na miarę rosnących potrzeb coraz liczniejszej ludzkiej populacji (w 1950 r. było nas na ziemi 2.5 mld, dzisiaj szybko zbliżamy się do 7 mld) jest przyczyną ocieplenia klimatu, które może stać się powodem globalnej katastrofy ekologicznej.
Jedną z przyczyn ocieplenia i zarazem jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla życia na Ziemi jest zmniejszanie się różnorodności biologicznej.
Różnorodność biologiczna to zróżnicowanie wszystkich żywych organizmów występujących na Ziemi w ekosystemach morskich, lądowych i słodkowodnych oraz w zespołach ekologicznych, których są częścią. Dotyczy ona różnorodności w obrębie gatunku, między gatunkami oraz różnorodności ekosystemów.
Czy coś udało się zachować? Co straciliśmy?
W ciągu minionego wieku działalność człowieka doprowadziła do wyginięcia od 100 do 1000 razy więcej gatunków w stosunku do ich zanikania w warunkach naturalnych. Według wielu ocen do 2050 r. tempo zanikania gatunków zwiększy się dziesięciokrotnie. Dzięki temu, że zdawano sobie sprawę z zagrożeń wynikających z tego procesu, podjęto na szeroką skalę badania nad możliwościami jego eliminacji lub choćby tylko ograniczenia. Podjęto również wiele działań na skalę każdego kraju, kontynentu czy całego świata. Podczas Konferencji Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska i Rozwoju, popularnie nazywanej „Szczytem Ziemi”, która odbyła się w Rio de Janeiro w czerwcu 1992 r., przyjęto „Konwencję o różnorodności biologicznej”, która porządkuje teorię i praktykę ochrony przyrody, wskazuje na konieczność zachowania całej przyrody, aby podtrzymać mechanizmy działania żywej przyrody, zachować jej zdolność do przetrwania zmian środowiska, nie tracić wartości jeszcze nie odkrytych i niewykorzystanych, które mogą być podstawą rozwoju i gwarancją przeżycia przyszłych pokoleń. Określa najważniejsze poziomy organizacji przyrody: genetyczny, gatunkowy, krajobrazowy; zobowiązuje do zachowania różnorodności nie tylko na terenach chronionych, ale również na terenach użytkowanych gospodarczo; nakazuje objąć ochroną całą różnorodność ras i gatunków oraz roślin udomowionych, cennych dla rolnictwa i hodowli. Według zaleceń Konwencji nie może być preferencji dla jakichkolwiek ekosystemów, ważne są wszystkie, znajdujące się w różnych stadiach sukcesyjnych. Nie ma „szkodników”, wszystkie organizmy w wielkiej mozaice przyrody są niezbędne, aby bez zakłóceń funkcjonowała jako całość.
Poza przyjęciem „Konwencji o różnorodności biologicznej”, najważniejszym osiągnięciem konferencji z 1992 r. było wprowadzenie pojęcia „zrównoważonego rozwoju”. „Zrównoważony rozwój” został zdefiniowany jako „rozwój, który odpowiada potrzebom dnia dzisiejszego, i który nie ogranicza zdolności przyszłych pokoleń do zaspokajania własnych potrzeb”.
Dla lepszego zrozumienia tego przesłania upowszechniło się powiedzenie, że przyrodę pożyczyliśmy od naszych wnuków i powinniśmy ją im zwrócić, w co najmniej takim stanie, jaki zastaliśmy.
Wszystkie te szczytne cele i ideały okazują się jednak bardzo trudne do realizacji. I to mimo, a może właśnie z powodu jasnej ich egzemplifikacji, nie tylko nie udało się powstrzymać wymierania gatunków, ale procesy te wręcz się nasiliły.
Przyczyny utraty bioróżnorodności
Mimo wzrostu świadomości społecznej doraźne korzyści, a także w rejonach ubogich konieczność zaspokojenia podstawowych potrzeb, powodują nieliczenie się z następstwem dewastacji środowiska: tępienia roślin, zwierząt, a także całych ekosystemów, od których, można powiedzieć, zależą losy świata. Przykładem jest nieustająca wycinka deszczowych lasów równikowych i lasów syberyjskich. Niszczenie lasów powoduje zachwianie gospodarki wodą, lasy są wielką fabryką tlenu, wycinanie prowadzi do utrzymywania się coraz większej ilości dwutlenku węgla w atmosferze i w rezultacie przyczynia się do ocieplenia klimatu.
Poważnym zagrożeniem dla bioróżnorodności jest postępująca urbanizacja, która powoli zaczyna ogarniać tereny dotychczas nią niezagrożone; zmiany form użytkowania ziemi, głównie zaniechanie tradycyjnych upraw; nadmierna eksploatacja wybranych dziko żyjących gatunków: niektóre gatunki łowne, ślimaki, grzyby, jagody; inwazje gatunków obcych, co często łączy się z eliminacją gatunków rodzimych; budzące obawy, genetyczne modyfikacje, ale przede wszystkim w państwach rozwiniętych konsumpcyjny styl życia polegający na tym, że człowiek kupuje sobie przyjemności nie bacząc na „skutki uboczne”. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że o ochronie środowiska mówią wprawdzie najwięksi jego niszczyciele, bo przedstawiciele najbardziej uprzemysłowionych obszarów, jednak za wymieranie poszczególnych gatunków odpowiedzialni są również mieszkańcy okolic najbiedniejszych; w Ameryce Południowej, Afryce i w Azji ludzie walczą z głodem i trudno jest ich przekonywać o konieczności ochrony środowiska, jeśli za skórę dzikiego kota można wykarmić całą rodzinę przez kilka miesięcy.
Wymieranie gatunków
Wymieranie gatunków to proces ciągły. Wbrew potocznemu myśleniu gatunki nie są wieczne. Zawsze jakiś wymiera i jakiś powstaje. Kiedy widzimy wielką ilość ptaków drapieżnych takich jak wrony czy sroki, trudno nam sobie wyobrazić, że może ich nie być, jednak wystarczy, by rodziło się trochę mniej osobników niż umiera i upłynęło dużo czasu, a każdy gatunek wymrze. Niepotrzebne są kataklizmy. Wyginięcie czy też zagłada danego gatunku to śmierć ostatniego przedstawiciela danej linii ewolucyjnej. Odkąd na ziemi pojawiło się życie, miliony gatunków wyginęły w naturalnym procesie ewolucji, dając miejsce innym. Dla procesu ciągłego zanikania gatunku w paleontologii funkcjonuje termin „wymieranie tła”. To normalne zjawisko, natomiast zagrożenie zaczyna się, gdy w krótkim okresie zanika bardzo dużo gatunków. Do najbardziej znanych wielkich wymierań zaliczamy wymieranie sprzed 65 mln lat, na granicy kredy i trzeciorzędu. Wtedy wyginęły dinozaury. Przyczyną były wielkie erupcje wulkanów.
Naukowcy mówią dzisiaj o kolejnym wielkim wymieraniu, jednak sytuację mamy odmienną: sprawcą większości wypadków wymierania organizmów żywych jest człowiek. Tak jest od tysięcy lat, gdziekolwiek pojawił się człowiek, szybko znikały gatunki zwierząt, przede wszystkim największych.
40 tys. lat temu, po zasiedleniu Australii, wyginęły tamtejsze gigantyczne kangury i lwy workowate; 12 tys. lat temu, wraz z przybyciem człowieka do Ameryki Północnej wymarły konie, wielbłądy; półtora tysiąca lat temu człowiek dotarł do Madagaskaru i szybko wybił tamtejsze giganty, w tym największe gatunki lemurów. Dzisiaj gatunek ludzki stał się znacznie bardziej inwazyjny. Nie tylko jest nas bardzo dużo, ale również dysponujemy rozwiniętą techniką, która znakomicie „ułatwia” nam „rozprawianie się” z kolejnymi gatunkami.
Profesor Donald Levin z College of Natural Sciences twierdzi, że obecnie tempo zanikania gatunków jest od 100 do 1000 razy szybsze niż w czasie zwykłego „wymierania tła”, a w przeszłości było zaledwie 5 podobnych katastrof. Jedną z najpoważniejszych przyczyn jest fragmentacja siedlisk i zanik terenów zalewowych. Prof. Levin twierdzi, że średnio co 20 minut ginie kolejny gatunek rośliny lub zwierzęcia, często nim w ogóle zdążyliśmy go poznać. Bo przecież nie chodzi tylko o los słoni, ginące tygrysy syberyjskie czy niepewną przyszłość polarnych niedźwiedzi. O nich wszyscy wiemy i chociaż ich dalsze istnienie bardzo wszystkim leży na sercu, nie da się ich utrzymać, jeśli przestanie istnieć środowisko, w którym żyją. Zaś to środowisko to często rośliny i zwierzęta, o których słyszy się naprawdę niewiele, lub nigdy się o nich nie słyszało.
Przykłady z dna oceanu
Międzynarodowy ekspert w dziedzinie ekologii mórz James Estes w ciągu swych ponad trzydziestoletnich badań dowiódł na przykładzie wydr morskich jak łatwo na skutek ludzkiej ingerencji łańcuch powiązań między organizmami morskimi może zostać nie tylko zakłócony, ale wręcz zerwany.
Badania rozpoczął na Amczitce, samotnej wyspie w archipelagu Aleutów, grupy wysp łączących Alaskę z dalekowschodnimi wybrzeżami Rosji. Amczitkę otaczały podwodne lasy wielokomórkowych glonów, które były doskonałym schronieniem dla licznych gatunków zwierząt. Kryły się tam ławice ryb, jeżowce, kraby i osłonice. Na szczycie łańcucha pokarmowego znajdowały się wydry morskie, które najchętniej żywią się jeżowcami. W XIX wieku wydry morskie zostały niemal do cna wytępione przez łowców futer, co spowodowało gwałtowny wzrost populacji jeżowców, te z kolei, w dogodnych dla siebie warunkach, nie tylko gwałtownie zaczęły się rozmnażać, ale również rosnąć do niespotykanych dotychczas rozmiarów. Dla lasów glonów oznaczało to zagładę. Ryby, kraby i osłonice odpłynęły, a podwodna dżungla zamieniła się w monokulturę. Tak to człowiek polując na morskie zwierzęta może drastycznie przebudować ekosystem oceanu. A przecież mimo nawoływań ekologów, wciąż nie można powstrzymać wielorybników od polowań na zagrożone wyginięciem wielkie ssaki morskie, ograniczyć połowów dorszy czy tuńczyków. Przełowienie mórz i rzek może zachwiać całym ekosystemem, czego zdajemy się w ogóle nie dostrzegać.
Wymierają też podwodne łąki, ich powierzchnia kurczy się co roku o 110 km kw. Od 1980 roku zniknęło ok. 30 proc. podmorskich traw, a w ciągu ostatniego półwiecza tempo ich zanikania zwiększyło się ośmiokrotnie. Prof. Gary Kendrick z Uniwersytetu w Sidney w Australii przeanalizował stan morskich łąk w ponad 200 miejscach na świecie, na podstawie tych badań stwierdził, że podwodne trawy wymierają od wybrzeży Ameryki Północnej po Karaiby, od Morza Śródziemnego po Azję Wschodnią i tropikalne rejony Australii. Powodem jest eutrofizacja. Nadmiar składników pokarmowych powoduje, że niewielkie roślinne i zwierzęce organizmy porastają powierzchnię liści traw, odcinając dostęp do światła. Bez którego trawy giną. Ponieważ morskie trawy wiążą dwutlenek węgla równie wydajnie jak tropikalne drzewa, prof. Kendrick porównuje skutki zanikania podwodnych łąk do wycinania lasów deszczowych.
Możliwości powstrzymania zanikania gatunków
Skoro tak dobrze radzimy sobie z wymieraniem gatunków, to może również uda nam się powstrzymać ten proces a te, które wyginęły, odtworzyć?
Odtwarzanie to przyszłość, aczkolwiek uczeni już badają te możliwości i z pozostałych szczątków wymarłych zwierząt starają się wydobyć materiał genetyczny. W Polsce na przykład trwają prace, zakrojone na wiele lat, nad odtworzeniem tura.
A powstrzymanie wymierania? Z tym także nie jest najlepiej, mimo starań nie udało się zatrzymać tego procesu. Przyczyn jest wiele i są bardzo złożone. Ich eliminacja na naszym etapie rozwoju nie jest możliwa. Jedna z poważniejszych jest brak wiedzy: rzadko uświadamiamy sobie jak ogromna jest energochłonność i surowcochłonność stylu życia i siedlisk ludzkich w cywilizacji miejsko-przemysłowej, jak znaczący jest udział każdego człowieka
w zanieczyszczaniu środowiska naturalnego. Jesteśmy coraz lepiej poinformowani o zagrożeniach środowiska, ale niewiele wiemy o roli poszczególnych gatunków w całokształcie współzależności przyrodniczych. Dany gatunek uznajemy za „użyteczny” bądź szkodliwy, w zależności od jego bezpośredniej przydatności dla nas. Ponadto najczęściej jesteśmy przekonani o niemożności wpływania na kierunek rozwoju kraju czy świata. Większość z nas odpowiedzialnością za degradację środowiska obarcza elity gospodarcze i polityczne podejmujące decyzje, które w swych konsekwencjach spowodowały naruszenie równowagi w przyrodzie. Kupujemy mięso zwierząt zagrożonych wyginięciem, nie oszczędzamy energii, nie segregujemy śmieci. Tymczasem oszczędzanie energii w każdym gospodarstwie domowym, segregacja odpadów, rezygnacja z tuńczyka w puszce – to wszystko leży w zakresie możliwości każdego z nas. W kryzysie ekologicznym człowiek jest sprawcą, ofiarą a zarazem jedynym możliwym wybawicielem. Nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego nie do przecenienia są wszelkie kampanie edukacyjne, a także wprowadzenie do systematycznego nauczania na różnych poziomach edukacji wiedzy o środowisku naturalnym i naszym wpływie na jego kształtowanie.
Recepty z innych stron świata
Żyjemy w coraz bardziej skomercjalizowanym świecie. Już tylko nieliczni entuzjaści wkładają serce w działania na rzecz jakiejkolwiek idei nie licząc na odpowiednią gratyfikację. Ale i oni podejmując różne działania nie mogą obejść się bez pieniędzy. Rozumiejąc te powiązania, a także rozumiejąc, ze pewnych procesów w dzisiejszym świecie nie można powstrzymać, kilku pionierów próbuje zintegrować ochronę przyrody z rozwojem gospodarczym.
Rząd Kostaryki płaci właścicielom lasów tropikalnych za to, że lasy te pochłaniają dwutlenek węgla, przyczyniają się do utrwalenia piękna otaczającej przyrody i zachowania bioróżnorodności. Chiny przeznaczyły 100 mld dolarów na „ekokompensację”, czyli zachęty finansowe dla tych, którzy ratują bądź chronią środowisko. Wszystko to wynika z przeświadczenia, że tradycyjne podejście do ochrony przyrody w dzisiejszych czasach już nie wystarczy. Naturalne zasoby biosfery są zbyt małe i za bardzo rozproszone, a także zbyt podatne na działalność człowieka, by wystarczyły starania o ich zachowanie.
Potrzebne jest spowodowanie, by ochrona przyrody stała się atrakcyjna zarówno ze względów ekonomicznych, jak i kulturowych. Aby do tego doprowadzić i powiązać ochronę przyrody z rozwojem gospodarczym trzeba stworzyć narzędzia, które pozwolą ocenić wartość ekosystemów: ekonomiczną, biologiczną i wszelką inną.
Miniony rok 2010 Światowym Rokiem Ochrony Różnorodności Biologicznej
Aby umocnić w świadomości społecznej konieczność zachowania różnorodności biologicznej Organizacja Narodów Zjednoczonych ustanowiła rok 2010 Światowym Rokiem Ochrony Różnorodności Biologicznej. Ten właśnie rok miał być datą graniczną powstrzymania procesów związanych z zanikaniem bioróżnorodności, chociaż już znacznie wcześniej wiadomo było, że o dotrzymaniu tego terminu nie może być mowy. Rok bioróżnorodności minął. Jednak nie można zaniechać starań o zachowanie roślin, grzybów i zwierząt, które wciąż jeszcze towarzyszą człowiekowi. Aby to było możliwe ważne jest utrzymanie całych ekosystemów. Może więc warto słuchać coraz liczniejszych postulatów, że w dzisiejszych czasach wśród wszystkich nauk najważniejszy jest rozwój nauk przyrodniczych, a przynajmniej elementarną wiedzę o przyrodzie – podobnie jak umiejętność czytania – powinien posiąść każdy mieszkaniec Ziemi.
Wykaz gatunków zagrożonych unicestwieniem na skutek działalności człowieka powodującej degradację środowiska przyrodniczego znajduje się w tzw. Czerwonej Księdze (Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych) opublikowanej po raz pierwszy przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody i jej Zasobów i regularnie aktualizowanej.
Polski odpowiednik to Polska Czerwona Księga Zwierząt (opracowywana przez Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, przy współpracy z kilkudziesięcioma naukowcami z całej Polski) oraz Czerwona lista roślin i grzybów Polski - wykaz gatunków uznanych za wymarłe lub zagrożone wyginięciem.
Obecnie na liście zwierząt zagrożonych wyginięciem w Polsce znajdują się m. in.: wąż Eskulapa, żółw błotny, dzikie chomiki europejskie, świstaki, orzeł przedni, ryś, żbik, głuszce.
Wybrane zagadnienia na stronach resortu środowiska
Eko-interwencje
Natura 2000
Bioróżnorodność
Formy ochrony przyrody
Hydrografia
GEOPORTAL
Pokrycie terenu
Zmiany klimatu
Monitoring środowiska
Monitoring radiacyjny
Stan lasów
Turystyka leśna
Przewodnik leśny
Zagrożenia pożarowe
Ostrzeżenia pogodowe
Promieniowanie UV
EMAS
IPPC
OOŚ
GMO
Handel emisjami
Chemikalia - REACH
Woda - plany
Ścieki - KPOŚK
Fundusze UE
Dofinansowanie OZE
Poważne awarie
Zużyty sprzęt i baterie
Dla Dzieci









