Co z tą akumulacją – argumenty drzewiarzy, odpowiedź leśników

Przemysł drzewny chce więcej surowca, leśnicy mówią, że dają ile mogą. Dla drzewiarzy najważniejsze są fluktuacje koniunktury, Lasy Państwowe planują długofalowo. Obie strony godzi czasem Pan Bóg, zsyłając huragan. Pytanie: czy można rozwiązać ten problem nie angażując Najwyższych Instancji?

Jedną z osób, która od lat postuluje ograniczenie nadmiernej akumulacji drewna i zwiększenie wyrębu, wskazując, że przemysłowi brakuje 5 mln m sześc. surowca rocznie, jest prof. Witold Dzbeński z Wydziału Technologii Drewna Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Jego zdaniem, należy dążyć do stworzenia w Polsce bardziej spójnego sektora leśno-drzewnego, bo jak na razie mamy dwa odrębne sektory – drzewny i leśny, które funkcjonują każdy sobie, zgodnie z wewnętrzną logiką. Kością niezgody są 10-letnie okresy planowania, stanowiące świętość dla leśników, ale – według drzewiarzy – uniemożliwiające elastyczne reagowanie na zmiany koniunktury. Do tego dochodzi niechęć leśników do zakładania plantacji drzewostanów szybko rosnących.

Zdaniem drzewiarzy

Argumenty prof. Dzbeńskiego tkwią przede wszystkim w ekonomice. Polski sektor drzewny wykazuje niską konkurencyjność w porównaniu z krajami Unii Europejskiej. Dominuje u nas konkurencyjność kosztowo-cenowa, której nie da się utrzymać na dłuższą metę w sytuacji nadmiernego zatrudnienia w leśnictwie i usługach leśnych (na Polskę przypada 8,5 proc. zatrudnionych w europejskim leśnictwie) oraz niskiego tempa zalesień na gruntach nieleśnych. Zdaniem profesora, należy przejść na konkurencyjność jakościową, a to wymaga zwiększenia innowacyjności w przemyśle drzewnym, przede wszystkim automatyzacji i komputeryzacji. – Podstawą tych inwestycji – uważa – mogą być długoterminowe gwarancje dostaw surowca i bardziej elastyczne reakcje Lasów Państwowych na wzrost koniunktury. Jak na razie, pozytywny przykład jest tylko jeden – 2004 rok, kiedy w odpowiedzi na wzrost koniunktury zwiększono pozyskanie o 1,5 mln m sześc. Była to jednak akcja doraźna, a powinna być systemowa.

Podaż drewna mogłoby poprawić tworzenie plantacji energetycznych. Witold Dzbeński uważa, że około 200 tys. ha gruntów nieleś-nych można byłoby od zaraz przeznaczyć na ten cel, ale leśnicy mówią, że „nie są od zakrzaczeń”. Według profesora, głównymi grzechami leśników są niechęć do podejmowania nowych zadań i nadmierna troska o ochronę lasów. – Lasów ochronnych – uważa – mamy za dużo, a akumulacja drewna jest zbyt wysoka.

Leśnicy ripostują

Co na to druga strona? Odpowiada naczelnik Tomasz Wójcik z Wydziału Marketingu i Promocji Produktów Leśnych DGLP: – Wysoko cenię naukowe opracowanie prof. Witolda Dzbeńskiego ze względu na to, że zawiera ono bardzo wygodne, syntetyczne ujęcie informacji zebranych z wielu różnych źródeł. Raporty profesora są przydatne dla wytyczania strategicznych kierunków rozwoju polityki gospodarczej, jednak nie dla bieżącej działalności nadleśnictw. w sprawie wniosków dotyczących zwiększenia podaży drewna muszę stwierdzić, że chociaż zależy nam na utrzymaniu i rozwoju popytu, interesy przemysłu drzewnego nie są dla nas naczelnym kryterium działalności.

Lasy Państwowe pozyskują i sprzedają tyle drewna, na ile pozwala prawo, a więc nie więcej, niż wynika z możliwości biologicznych zarządzanych przez nie lasów i bez uszczuplenia zdolności do ciągłego spełniania przez lasy funkcji produkcyjnych, środowiskowych oraz społecznych w przyszłości. Ta zasada kształtowania podaży nie podlega negocjacjom ani jakimkolwiek uzgodnieniom. Lasy Państwowe muszą kierować się możliwościami pozyskania drewna, określonymi jako etat użytkowania głównego na dziesięciolecie w planach urządzenia lasu, zatwierdzonych decyzjami ministra środowiska dla poszczególnych nadleśnictw. Nadleś-nictwa mogą różnicować rozmiar pozyskania drewna w poszczególnych latach, dostosowując zarówno do koniunktury, jak i potrzeb odnowieniowych czy przebudowy drzewostanów. Możliwości manewru są tu jednak bardzo ograniczone. Realizacja 10-letniego etatu użytkowania przez nadleśnictwo np. w 9 lat jest teoretycznie możliwa, jednak byłoby to rozwiązanie zdecydowanie niekorzystne dla wszystkich: nabywców drewna – ze względu na zakłócenie ciągłości podaży na danym terenie, firm usługowych – ze względu na roczny brak popytu na ich usługi, a także dla Lasów Państwowych – ponieważ może dojść do zakłócenia równomierności przychodów. – Pole do kompromisu jest tu więc ograniczone, co nie znaczy, że ten kompromis nie jest osiągany. Jako przykład może służyć 2004 rok, kiedy to Lasy Państwowe, w granicach swoich możliwości, zrobiły dokładnie to, czego prof. Dzbeński sobie życzy, zwiększając pozyskanie m.in. w odpowiedzi na gwałtowny wzrost popytu spowodowany znakomitą koniunkturą rynkową – mówi Tomasz Wójcik. – Pragnę jednak zauważyć – kontynuuje – że chociaż nie dostarczamy, bo nie możemy dostarczyć, każdej ilości surowca na żądanie przemysłu drzewnego, to jednak w zamian gwarantujemy stabilny poziom rocznej podaży, co stanowi dla odbiorców niewątpliwy komfort. Powszechne, długoterminowe gwarancje surowcowe dla wszystkich klientów nie są możliwe, ponieważ byłoby to rozwiązanie niezgodne z prawem, zwłaszcza z prawem konkurencji. w kwestii plantacji energetycznych muszę stwierdzić, że to nie jest zadanie dla Lasów Państwowych, które funkcjonują na podstawie ustawy o lasach i ich zadaniem jest zarządzanie lasami stanowiącymi własność skarbu państwa, a więc przede wszystkim prowadzenie gos-podarki leśnej. Plantacyjna uprawa roślin energetycznych nie stanowi działalności z zakresu gospodarki leśnej; ponadto Lasy Państwowe nie dysponują gruntami odpowiednimi do tego celu. Plantacje energetyczne powinny pozostać domeną prywatnych przedsiębiorców także dlatego, aby nie wzmacniać zdecydowanie dominującej pozycji Lasów Państwowych na rynku drewna.

W podobnym duchu wypowiada się też naczelnik Marian Czuba z Wydziału Urządzania Lasu DGLP, którego zdaniem plantacje energetyczne nie są produkcją leśną i tą sprawą powinna zająć się Agencja Nieruchomości Rolnych a nie Lasy Państwowe, natomiast lasy ochronne są nietykalne. – Ewentualnie można przyśpieszyć przygotowanie planów urządzania lasu, ale zależy to od woli ministra środowiska, który z kolei musiałby uzgodnić sprawę z naukowcami i organizacjami ekologicznymi – uważa.

Po rozważeniu opinii obu stron wypada zauważyć, że niejasna pozostaje kwestia realnej wielkości akumulacji. Według różnych źródeł, współczynnik wykorzystania rocznego przyrostu drewna w Polsce wynosi 57, 70 lub 80 proc. Według prof. Arkadiusza Bruchwalda z SGGW, Lasy Państwowe powinny dążyć do pozyskania 80 proc. przyrostu miąższości. w tej kwestii brakuje jednak części istotnych informacji, których powinien dostarczyć SILP. Jeżeli prof. Bruchwald ma rację, to ten sam niedostatek danych dotyczy także gremiów układających plany urządzania lasów. Zatem wydaje się, że prawda leży gdzieś pomiędzy pozycjami, na których z równą stanowczością okopali się leśnicy i drzewiarze. Może zamiast czekać na kolejny huragan warto jednak nie ustawać w szukaniu kompromisu?

Konrad T. Lewandowski
Artykuł udostępniony przez Centrum Informacyjne Lasów Państwowych