Dlaczego giną dęby

Dęby masowo zamierają na całym świecie, także u nas. I to drzewa w sile wieku, powyżej 30 lat, rosnące na najlepszych siedliskach.

Liście dębów stają się coraz mniejsze i coraz wcześniej opadają. Ze śpiących pączków masowo rozwjają się tzw. wilki, czyli krótkie pędy. To ostatnia próba ratowania się drzewa, gdy korona zamiera. Żołędzi jest coraz mniej, za to na pniach widać coraz więcej charakterystycznych ciemnych wycieków. A w końcu pojawiają się ślady kucia dzięciołów i za kilka miesięcy śmierć.

Woda i szkodniki

Przyczyn zamierania dębów jest prawdopodobnie kilka i niektóre nałożyły się na siebie. Pierwsza to zakłócenie gospodarki wodnej. Otóż obniżenie poziomu wód gruntowych jest dla dębów bardzo niebezpieczne. Gatunek ten, jeśli ma wody pod dostatkiem, gospodaruje nią bardzo rozrzutnie. Gdy nagle zaczyna jej brakować, nie potrafi szybko przystosować się do nowej sytuacji.

— Zauważyliśmy, że najbardziej cierpią te drzewa, które rosną w optymalnych siedliskach — mówi Andrzej Marzęda, specjalista ds. ochrony lasu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. — Teraz najzdrowsze są dęby rosnące w najtrudniejszych warunkach.

Druga przyczyna to atak szkodników liściożernych. Pierwszy, ledwie rozwinięty garnitur liści ogryzają chrabąszcze, miernikowcowate i zwójki. I to praktycznie bez przerwy; po gradacji zwójek następuje bowiem masowy pojaw miernikowców (piędzik przedzimek, piędzik siewierak, zimówka ogołotniak). To groźne zjawisko zauważono na Mazowszu. Liście odrodzone po zgryzieniu przez szkodniki, tzw. drugi garnitur, padają z kolei ofiarą mączniaka (grzyba).

Brak wody i zgryzanie liści sprawiają, że drzewo jest osłabione i nie produkuje wystarczająco dużo substancji obronnych. To raj dla szkodników wtórnych, atakujących wyłącznie osłabione drzewa. Wtedy gwałtownie mnożą się i atakują. Tak robi opieńka miodowa. Ten smaczny grzyb wykończył wszystkie osłabione dęby w Nadl. Sarnaki (woj. mazowieckie). Pod korą zagnieżdżają się larwy chrząszczy z rodziny kózkowatych: capoń, paśnik niszczyciel, paśnik pałączasty, płaskowiak wielobarwny, średzinka mglista.

Najgorszy ze wszystkich

Ale najgroźniejsze są opiętki, zwłaszcza dwuplamkowy. Nawet jedna larwa tego pięknego, błyszczącego, zielonego owada jest w stanie zabić spory dąb. Dla kilku larw uśmiercenie drzewa byłoby kwestią miesięcy, gdyby nie fakt, że jako gatunki ciepłolubne, zasiedlają one niemal wyłącznie nasłonecznioną stronę pnia. Opiętki, w miarę jak jest ich coraz więcej, stają się coraz bardziej agresywne. — Zauważyliśmy, że teraz atakują nawet drzewa, u których nie widać żadnych objawów osłabienia — mówi Andrzej Marzęda.

W Ameryce główną przyczyną ginięcia dębów są grzyby Phytophthora. Każdy gatunek atakuje nawet kilkaset gatunków roślin. U dębów i innych drzew grzyb zatyka naczynia, blokując tym samym przepływ wody. U nas są znane od dawna, ale nie stwierdzono tych najgroźniejszych gatunków: Phytophthora ramorum, ani jeszcze gorszej od niej Phytophthora kernovii, z którą zawzięcie walczą Anglicy. Jednak na Mazowszu pojawiła się Phytophthora cinamoni, która również atakuje dęby. Na szczęście jest o wiele mniej zjadliwa.

A może przyczyną nie jest żaden owad czy grzyb? Są tacy, którzy uważają, że zamieranie dębów jest następstwem przerwania transportu wody z korzeni, a powodem są korki powietrzne, które blokują naczynia. Powstają podczas wahań poziomu wód oraz po gwałtownych zimowych mrozach. Takich jak kilka miesięcy temu.

To nie nowość

Choroba wywołująca zamieranie dębów znana jest od lat 70. XIX w., ale prawdopodobnie występowała wcześniej, tylko nie została opisana. Wtedy również jako przyczynę wymieniano klimat; długotrwałe susze, upały i związane z tym wahania poziomu wód gruntowych albo silne mrozy itp.

W Polsce najgorzej jest na Płycie Krotoszyńskiej, gdzie rosną najpiękniejsze dąbrowy oraz w dyrekcjach białostockiej i olsztyńskiej. — Instytut Badawczy Leśnictwa przygotowuje raport na temat stanu zagrożenia drzewostanów dębowych oraz propozycje działań — mówi Wojciech Skurkiewicz, rzecznik Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych.

Wybitny dendrolog, prof. Eugeniusz Bernadzki sugeruje m.in. wprowadzanie odporniejszego na zamieranie dębu bezszypułkowego. — Jest go zdecydowanie za mało na nizinach i dlatego powinien być zalecany przy przebudowach — twierdzi profesor.

Ale i ten gatunek nie jest bezpieczny, jeśli obok rosną dęby szypułkowe. Na Lubelszczyźnie opiętki, coraz agresywniejsze w miarę wzrostu populacji, zaatakowały rezerwat dębu bezszypułkowego „Kozie Góry”. Zniszczenia są tak duże, że jeśli proces zabijania drzew przez larwy utrzyma się, za cztery lata nie będzie tam żadnego żywego dębu.

Niestety, okazuje się, że nie ma sposobu na opiętki. — Nie mamy feromonów przywabiających te owady — rozkłada ręce Andrzej Marzęda. — Nie przynosi także rezultatu wykładanie pułapek, bo owad i tak poleci na żywe drzewo. Jedyny w miarę skuteczny sposób to wycinanie zaatakowanych drzew i wywożenie daleko poza las, by wyschły.

Leśnicy mają jednak sprzymierzeńca. Dzięcioł lubi tłuste larwy i dokładnie wie, w którym miejscu się one znajdują. Gdyby nie te ptaki, skala zjawiska zamierania dębów byłaby znacznie większa.

Rafał H. Szostak
Artykuł udostępniony przez Centrum Informacyjne Lasów Państwowych ( 6 lipca 2006 r.)